Pan od kawy
Lubię jego wymruczane na wpół przytomnie "dzień dobry", kiedy jak co wtorku wchodzę do tej
samej kawiarni naprzeciwko. Lubię też się mu przyglądać i głównie dlatego tam w ogóle przychodzę. Jakoś obserwowanie go, kiedy tak w pośpiechu goni za zamówieniami, stało się moją najprzyjemniejszą, cotygodniową rutyną. I przysięgam, mógłbym patrzeć na niego już zawsze. To jest właśnie ten typ osoby - który sam przyciąga wzrok. Mój Pan od kawy.
I tym razem nie było inaczej. Usiadłem w moim ulubionym miejscu, tam gdzie siadam zawsze, by widzieć go kątem oka gdy odbiera zamówienia. Wyciągnąłem notatnik, zacząłem szkicować jego twarz, która standardowo wyszła zniekształcona przez wstydliwe i ukradkowe spojrzenia. Kiedy dorysowałem już ostatnią kreskę na róży w jego ustach, napisałem o nim kilka słabych wierszy oraz jeden list dziękczynny, który po kilku minutach bezmyślnego wpatrywania się w jego plecy zmienił się w ciąg zachwyconych epitetów sięgających od perfekcyjnego ideału po idealną perfekcję.
Później już tylko zastanawiałem się jak pachnie. Zapewne papierosami i choć nie lubię tego zapachu, to jestem pewien, że na nim leżał piękniej niż maliny i wczesne lato. Możliwe też, że pachniał kawą. W sumie to całkiem prawdopodobne zważając na to, że jest Panem od kawy. Ale mógł też pachnieć i tym i tym, papierosami i kawą naraz. Rozumiecie, taka mieszanka goryczy. I choć to nie pasowało do jego twarzy sierpniowego popołudnia, to przecież na świecie chodzą paradoksy, a ja już dawno przestałem wierzyć w normalność i rzeczywistość.
Dlatego, drogi Panie od kawy, po prostu zostań tu gdzie jesteś, bym mógł w spokoju rysować Twoje nieudane portrety i dedykować Ci równie nieudane listy i liryki.
To mnie uspokaja.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz