Panny z Piekła
Podczas wizyty w domu państwa Grzechu, spotkałem siedem córek, o których, trzeba przyznać, krążyły niezbyt pochlebne plotki. Skuszony słodką tajemnicą, postanowiłem poznać każdą z nich.
Pierwszą córkę o figurze kutej greckim kanonem piękna, znalazłem przy fontannie w zachodnim ogrodzie. Jej rozpromieniona twarz, tknięte łaską Słońca włosy i pełne usta o kolorze młodych wiśni wpisywały się w obrazek boskiej krainy jak stały i niezwykle istotny element. Zdawało się, że wyrosła w tym miejscu jak jedna z żółtych róż; że ten pogodny dzień bez jej obecności obróciłby się w noc pochmurną i wieczną. Przyglądałem się jej z zachłannością i, choć miałem ochotę jej dotknąć, by utwierdzić się w prawdziwości tego pięknego istnienia, nie potrafiłem się nawet ruszyć. Udało mi się jedynie do niej przemówić i choć opowiadałem o rzeczach nader nieistotnych, ta nie odezwała się ani słowem. Dopiero kiedy Słońce zaszło, zwróciła się w moją stronę, po raz pierwszy odwracając wzrok od tafli wody. Zrozumiałem, że jej odbicie zniknęło pochłonięte czarną smołą. "Nie rozumiesz" powiedziała. "Moje ciało jest ciałem bogów, moje słowo - słowem bożym. Dopóki sami stworzyciele nie padną mi do stóp, nikt inny nie ma do tego prawa." Spytałem jeszcze jak ma na imię. "Pycha" odpowiedziała. "I wszystko, co ludzkie jest mi obce."
Drugą z sióstr dostrzegłem skradającą się do nieużywanego pomieszczenia gospodarczego. Na plecach dźwigała ogromny wór, niemal dwa razy większy od niej samej. Ledwo stawiała kroki pod jego ciężarem, chwiała się na boki i czasami podupadała. Wyglądało to na jej osobistą drogę krzyżową, więc kiedy podszedłem bliżej i zaoferowałem pomoc, ta odtrąciła moją dłoń i syknęła siarczyście. "To mój teren" zaalarmowała, po czym podniosła spódnicę i naznaczyła moczem pobliski krzew. "Mój" podkreśliła. Nie zrozumiałem, o co chodzi, więc wycofałem się do tyłu i obserwowałem ją z daleka. Kiedy z wora wyślizgnęła się jedna, drogocenna waza, dziewczyna upadła w błoto i rękawem zaczęła z niej ścierać wszelki brud. "Już dobrze" szeptała. "Mama tu jest". Ucałowała ją w porcelanową skórę i schowała z powrotem do reszty swych dzieci. Kiedy zniknęła w jej wielkiej skarbnicy bogactw, dostrzegłem na drzwiach tabliczkę z napisem "Chciwość". Pokiwałem głową ze zrozumieniem. To naprawdę ciężka droga krzyżowa.
Kiedy wróciłem do pokoju mi wyznaczonego, zauważyłem, że na moim łóżku leży naga kobieta, która spogląda na mnie zalotnie spod długich rzęs. Wyplątała się z pościeli i niemal kocim susem pokonała dzielący nas dystans. Przywarła do mnie i zacisnęła palce na mojej koszuli, jakby z góry przepraszając za to, co się za chwilę stanie. Wyglądała na niewinną. Poczułem jej kształtny biust na torsie i przyspieszony oddech na ramieniu. Gorąca fala dreszczy połączyła nasze ciała niewidzialną więzią. Po chwili chwyciła moją dłoń i ułożyła na swoim biodrze, drugą zaprowadziła na pośladek. Jej ciało było miękkie i ciepłe, aż chciało się w nim zatopić i zniknąć, spróbować słodkości skóry, poznać każdy defekt. "Twoje imię-" mruknąłem, kiedy językiem zaczęła wodzić po mojej szyi. "Nieczystość" szepnęła mi na ucho. Najsłodsza z sióstr, najtrudniejsza do odtrącenia, najprzyjemniejsza w upadku.
Podczas śniadania dnia następnego, czwarta córka spoglądała na mnie z nienawiścią, a kiedy posyłałem jej pytające spojrzenie, odwracała wzrok i prychała z pogardą. Poprosiłem ją na chwilę na bok, by wyjaśnić sobie te niezrozumiałe spięcie. Początkowo niechętna, zgodziła się, by z udawaną obojętnością czekać na moje wytłumaczenie. Nie rozumiałem. "Przespałeś się z nią" fuknęła. "Przespałeś się z nią, bo jest ładna i ma prześliczny uśmiech". Kompletnie nie wiedziałem, jak mam to rozumieć. Ona też chciała ze mną wylądować w łóżku? "Zawsze tak było. Nieczystość jest pociągająca, a chłopcy do niej lgną." Wydawała się zła i smutna jednocześnie. "Czy ty przypadkiem jesteś..." zacząłem, ale nie dokończyłem, bo dziewczyna mi przerwała: "Zazdrość, tak". Przewróciła oczami. "Dlatego obiecaj mi, że już nigdy na nią nie spojrzysz, inaczej... inaczej ją zamorduję" dodała poważnie. Z Zazdrością nie było żartów.
Córkę piątą szukałem najdłużej z wszystkich siedmiu. Kiedy nie znalazłem jej w żadnej z rodzinnych komnat, poprosiłem służbę o pomoc. Ci na moje pytania odpowiadali dziwnym popłochem, wili się jak robale pod brzemieniem ciężkiej prawdy. W końcu jakaś młoda i niedoświadczona pokojówka zdecydowała się mnie do niej zaprowadzić. Zdziwiłem się, kiedy przystanęliśmy przed wejściem do żywopłotowego labiryntu. "To tu" mruknęła, aby z kieszeni fartuszka wyciągnąć nić. Podała mi ją i wytłumaczyła, że to tak "na wszelki wypadek". Podziękowałem jej skinieniem głowy i wkroczyłem w głąb zielonego zgiełku, plątaniny liści i ślepych uliczek. Nie sądziłem, że dotarcie do celu zajmie mi połowę dnia, ale kiedy zobaczyłem mój cel, poczułem zadziwiającą ulgę. W centrum ogromnej, otwartej przestrzeni rozlała się ogromna plama sadła. Fałdy tłuszczu piętrzyły się do okrągłej, zaczerwienionej od łez twarzy. Niepokojąca cisza została rozbita przez falę dźwiękową jej potężnego, pełnego goryczy ryku. Krótką ręką sięgnęła po alkohol i jednym haustem opróżniła całą butelkę. Dopiero po dłuższej chwili mnie zauważyła. Zaczęła wymachiwać rękami w moją stronę, jakby błagała o wyciągnięcie z jakiejś czeluści, w którą popadała i popadała, aż w końcu zamilkłaby na jej dnie. Nie wytrzymałem dłużej i uciekłem, zwijając otrzymaną nić wokół nadgarstka. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu są naprawdę ciężkie do pokonania.
Szósta z sióstr przypominała małą dziewczynkę. Zamykano ją w osobnej, oddalonej o kilka mil wierzy, ze względu na jej destrukcyjne pobudki. Podobno miała wrodzony talent do niszczenia, zarówno rzeczy materialnych, relacji jak i siebie. To właśnie tę córkę nazywano piekielną i wybuchową; i to ona wszczynała kłótnie kończące się tragediami. Jeśli mam być szczery, nie poznałem jej osobiście. Nie pozwolono mi. Ostrzegano, że kiedy otworzy się tę puszkę pandory, bardzo ciężko będzie ją z powrotem zamknąć, dlatego stałem przy drzwiach do pokoju Gniewu i przysłuchiwałem się, jak roztrzaskuje przedmioty i uderza w ściany pięścią utlenionej furii.
Ostatnią z sióstr spotkałem ostatniego dnia pobytu, bo dopiero wtedy przebudziła się ze swojej kilkudniowej drzemki. Kiedy chciałem się z nią przywitać, ta obdarzyła mnie jedynie zbywającym spojrzeniem i przeszła obok swoim ślimaczym krokiem. Wtedy ktoś ze służby wytłumaczył mi, że Lenistwo nie ma ochoty tracić energii na słowa. Pokiwałem głową i westchnąłem ciężko. Nic tu po mnie, pomyślałem. Odwróciłem się, by spojrzeć na wszystkie siostry jeszcze raz i wyszedłem. Nikt mnie nie zatrzymywał, nikt nie wyganiał, a jednak miałem ochotę tam wrócić i otoczyć się tym bezsensem przez jeszcze długi czas.
Jak bardzo uzależniający jest grzech?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz