lubię, jak moje słowo oddycha
Leżysz przede mną naga, atrament schnie na Twojej skórze. Mówiłaś, że możesz być moją kartką, ale zrozumiałam to chyba zbyt dosłownie. Trzymam pędzel w dłoni. Farba skapuje na prześcieradło, które po wszystkim pewnie będzie do wyrzucenia.
Do twarzy Ci ze śladami moich myśli na ciele. Czuję, jakbym tatuowała się na Tobie i aż żałuję, że możesz mnie zmyć w każdej chwili. Tak pięknie się na Tobie ułożyłam w tych kształtnych pociągnięciach pędzlem. Tak uroczo się rumienisz, kiedy masz na sobie tylko mój wzrok i kilka czarnych plam.
Zaraz pewnie pójdziesz do wanny, ale póki co dajesz mi się napatrzyć. Wiesz, że lubię, jak moje słowo oddycha; jak się przede mną wije w pościeli i czeka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz