A ten tytuł jest zdecydowanie za długi.
Od szkockiej wolał burbon, podniecała go inteligencja i miał słabość do zielonych oczu. Łatwo było go zainteresować, trudniej przy sobie zatrzymać, taka wada. Każdy jakąś ma. Niemożliwe było odwrócenie od niego wzroku, kiedy mówił, że jego ulubionym kolorem jest kolor kobiecego ciała. Nigdy nie umiałem się do tego odnieść, bo się nie znałem, ale on owszem. Był specjalistą. I od kobiet i od ich ciał. Jakby sam je stworzył.
Jego przyjaciel był komunistą i to z nim w środy grywał w pokera. Zazwyczaj siedziałem w tej przeklętej kanciapie z nimi, trochę z nudów, trochę z ciekawości. Zawsze mieli coś interesującego do powiedzenia. W końcu faceci też plotkują, a mi plotki przydają się w branży. Taki los niespełnionego dziennikarza, którego ambicje zdechły po zagrzaniu stołka w pierwszym lepszym szmatławcu.
We wszystkie dni, prócz pokerowej środy, nosił kaszkiet i czarny płaszcz. Ręce chował w kieszeniach, razem ze spluwą, z którą nigdy się nie rozstawał. Nazywał ją jego "małą Miss". Nigdy jednak nie pytałem, po co ją ze sobą zabiera. Być może się bał lub wisiał komuś kasę. Mało mnie to interesowało.
Dlaczego? Bo nie chciałem go znać. Muszę przyznać, że niepoznawanie go to jedyne, co mi w życiu wyszło. Ostatecznie nawet nie wiem, jak mu na imię. Śmieszne, co?
Po prostu był dziwny. Wiedziałem to od samego początku - ten człowiek to kłopoty. A mimo to łaziłem za nim, bo oboje czerpaliśmy z tego korzyści. On zapewniał mi rozrywkę, a ja wyciszałem dręczący go "głos". Zapewne sumienia. Takie tam, tragedie ludzkie. Nie-ludzkie też, chociaż nie. Nieludzki to był ból.
Bo widziałem, że płonie, a ja zapragnąłem płonąć razem z nim. I żałuję, że na tę jedną krótką chwilę zapomniałem, jak smakuje popiół. Wiecie, słyszałem, że przyjaciele pójdą za sobą nawet do piekła. Ja dotarłem jeszcze niżej.
W ziemskim jądrze jest naprawdę gorąco.